Jest wyrok sądu (niestety nie Ostatecznego) w sprawie Jarka kłamczuszka. Prawomocny. Niepodważalny. Nieodwołalny. To znaczy, dopóki prezio nie zacznie się odwoływać do Strasburga, Torunia i rady starszych plemienia Chupa-Kupa. A zapewne będzie się odwoływał do upadłego mimo bolącego gardła i chrypy. A kij mu w migdałki... niech się odwołuje, będzie większy wstyd. Zapewne też, w ramach kolejnego skrętu poglądów ogłosi, że sądy są marionetkowe, a cały skład sędziowski uciekł z ZOO na Kamczatce.
Tradycja nierespektowania wyroków sądowych jest w tym środowisku długa i szeroka, jak Wisła w ostatnich tygodniach. Jacek Kurski, skazany za pomówienie, obruszył się na wykonanie prawomocnego wyroku sądowego - czyli zasądzoną publikację w Gazecie przeprosin za kłamstwa.
"To przeprosiny bez mojej wiedzy i zgody"
Większość skazanych przestępców zazwyczaj nie godzi się z wyrokami sądowymi, więc pokrzykiwania posła zupełnie mnie nie wzruszają. A już zwłaszcza kreowanie się na ofiarę walki o prawdę i wolność słowa. Zlewanie prawa i sprawiedliwości przez bonzów Prawa i Sprawiedliwości jest już prawie normą. O ile jednak w przypadku Kurskiego egzekucja prawa doszła do skutku za sprawą zlicytowania jego BMW, to martwię się trochę o ściągalność kary w przypadku prezia. Kto przy zdrowych zmysłach kupi na komorniczej licytacji przechodzonego kota, z nieznanym przebiegiem i nie wiadomo, czy nie bitego?